Ciekawostki

1. Integralnymi elementami zdobiącym fasady były subtelne płaskorzeźby autorstwa prof. Konstantego Laszczki. Do dziś przetrwała jedynie ta na wieży ciśnień przedstawiająca żubra. Musiało to być dla Bogdana Laszczki ważne dzieło z uwagi na umieszczenie podobnej wersji płaskorzeźby nad wejściem głównym w fasadzie własnej krakowskiej kamiennicy przy ulicy Komorowskiego 7.

Światowa konferencja skautek na Buczu-IKC-1932.08.14-str1

VII Konferencja Światowa Skautek odbyła się pod protektoratem Ignacego Mościckiego, Józefa Piłsudskiego i Stanisława Wojciechowskiego. Gazeta ze zbiorów Anny Fenby Taylor.

2. Bucze, w sierpniu. W dniach od 7 do 14 bm. w znanej w całej Polsce Stanicy Harcerskiej na Buczu, obok Skoczowa na Śląsku Cieszyńskim, odbyła się światowa konferencja skautek przy udziale 38 zagranicznych delegatek, reprezentujących 32 państwa. Na Bucze, będące dzisiaj ośrodkiem ruchu harcerskiego w Polsce, przybyły delegatki zagranicznego ruchu harcerskiego z całego świata, z wyjątkiem delegatek niemieckich, które konferencję zbojkotowały. Prasa niemiecka przez kilka miesięcy szkodziła temu zjazdowi, podsuwając mu tendencje polityczne. Wroga ta propaganda jednak nie odniosła skutku. (…) To, co zagraniczne delegatki widziały i przeżyły i czego były świadkami – było dla nich rewelacją. (…) W tej to miejscowości [Górki Wielkie] radziły przez tydzień skautki z całego świata, przy wybitnym udziale reprezentantek polskich. Przewodniczyła obradom p. Olga Małkowska, żona założyciela ruchu harcerskiego w Polsce, zaś honory domu czyniły zasłużone dzielne harcerki polskie, pp. Dydyńska, Jordan-Łowińska, Śliwowska, Łapińska, Paliwodzianka i inne. We czwartek 11 bm. odwiedzili Bucze m.in. minister oświaty Jędrzejewicz, wojewoda Grażyński, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Michał Siedlecki, pułkownik Kiliński, dyrektor Państwowego Urzędu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego, poseł dr Buzek ze Śląska czesko-słowackiego, naczelnik głównej kwatery męskiej z Warszawy p. Olbromski, liczni goście z Katowic, Cieszyna, Bielska, a nawet Krakowa i Warszawy. („Ilustrowany Kuryer Codzienny”, nr 224, 14 sierpnia 1932)

1-M-474-1vjpg

Sierpień 1932. Fotografia grupowa przedstawicielek ruchu harcerskiego z 32 państw. Widoczne m.in lady Olave Baden-Powell (5-ta z lewej w pierwszym rzędzie), pani Sabry z Egiptu (4-ta z lewej). Fot. Czesław Datka. Fotografia ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygnatura 1-M-474-1.

Deszcz pada uparcie, jednostajnie. Potoki wody leją się z nieba, wypełniają kamieniste koryto rzeki, szemrzą tysiącem zaimprowizowanych strumieni. Góry skryły się w mgle, niewidzialne. Chwilami, gdy ulewa słabnie, białe runa obłoków, leżących tuż nad ziemią, odsłaniają barki szczytów. Lasy zdają się czarne, jak skały. (…) Delegatka, rodem ze Szkocji, która z resztą całe życie spędza w południowej Afryce i za kilka dni, prosto stąd, z Bucza, poleci do Kapsztadu, patrzy z szczerem rozrzewnieniem na omglone góry. „Zupełnie jak u nas, w Szkocji” – powtarza. (…) Milszy jej ten krajobraz, niźli afrykański. Lecz Egipcjanka otrząsa się z rozpaczą: „Och, ten klimat europejski!”. (…) Na obszernym tarasie pięknego nowoczesnego gmachu Harcerskiej Szkoły Instruktorskiej na Buczu ciśnie się tłum kobiet, skupiony wskutek niepogody, jak rozbitki na tratwie. Egipcjanka o czarnych, kręconych włosach, twarzy etiopskiej raczej niż egipskiej, jasnowłose smukłe Szwedki, drobna Finka, łagodne, roślinnie spokojne Szwajcarki, rozłożyste Belgijki, kanciaste, kwadratowe Czeszki, żywe Francuzki. Ciężka otyła Hinduska o sennej charakterystycznej twarzy Buddy, olbrzymich oczach, zakutana w draperie szafirowo srebrne. Dziewczęta śląskie przyglądają się jej z zachłanną ciekawością. Ona im. Wzajemnie przedstawiają dla siebie szczyt egzotyzmu… Wśród przybyłych góruje liczebnie żywioł anglosaski. Nie dziwota: 80 proc. harcerek świata należy do Ameryki i Anglii. (…) Rzuca się w oczy wśród nich chuda, długa, inteligentna twarz „dame” Katherine Furse. Przy niej miss Wormer, miss Storrow, miss Bredy (…). Młodo wygląda również generałowa lady Baden-Powell, o ujmującej miłej twarzy i żywych czarnych oczach, żona Naczelnego Skauta Świata. Zakłopotana, głosem grzecznej dziewczynki, recytującej wyuczoną lekcję, powtarza z pośpiechem polskiemu otoczeniu przyczynę nieobecności swego męża. Tak żałował… Tak żałował… Po prostu wyrywał się… Doktór surowo zabronił… Ona, żona musiała prosić, aby nie jechał… Ze względu na zdrowie… (…) Otoczenie polskie jest uprzejme, przeto nie podnosi wątpliwości co do tego, o czem lady dyplomatycznie milczy, a mianowicie, czy Niemcy nie pisali do Generała i przyjmuje wytłumaczenie za dobrą monetę. Lady oddycha z ulgą. Teraz może spokojnie oddawać się obradom. Jest zadowolona. Wszystko, co widzi, wydaje się jej admirable i wonderfull. Bo pewnie. Przecież jechała pełna najgorszych obaw, wątpiąca. (…) Córek nie wzięła, nie chcąc ich narażać na pobyt w kraju o tak niepewnej, jak Polska, opinii. Wszyscy znajomi ostrzegali ją. Zostawiła więc córki, natomiast wzięła ze sobą kindżał, rewolwer, nieprzemakalne buty do pachwiny, mające umożliwić poruszanie się po „sławnych błotach polskich”, odpowiednią ilość futer i ciepłych rzeczy (…). Jakież miłe rozczarowanie! Deszcz pada jak w Anglii, drogi są asfaltowe, a lady mieszka o dwa kilometry od Bucza w Grodźcu, w jednym z najpiękniejszych zamków polskich, własności dr. Habichta, gdzie nowoczesny komfort i wysoka kultura łączą się najszczęśliwiej z bezcennym muzealnym wnętrzem. Tam, na sekretarzyku empirowym, złożono rekwizyta obronne Generałowej. (…) Niech leżą spokojnie. (…) Cywilizacja, kultura, komfort, uprzejmość, a przede wszystkim organizacja, organizacja! (…) Druhny polskie przemyślały wszystko do najdrobniejszych szczegółów. (…) Co dzień, późno w noc, druhna Maria Kapiszewska układa w trzech językach biuletyn konferencji, który rano otrzymują delegatki (…).
(Zofia Kossak, Przy międzynarodowem ognisku… Po Światowej Konferencji Skautek na Buczu, „Ilustrowany Kuryer Codzienny”, nr 237/27 sierpnia 1932)

IMG_7071

Góra Chełm, rok 1934. Kurs harcerski głównej kwatery ZHP z Warszawy. Wśród obecnych na fotografii instruktor Tadeusz Derengowski. Reprodukcja ze zbirów Tadeusza Wojtonia.

3. (…) Początkowo istotnie na starych ludzi padł strach, skoro nad polami Goleszowa zaczęły się unosić samoloty nieciągnione motorem. Nie rozumiejąc znaczenia sprzyjających warunków do lotów – przypisywali nieczystym siłom utrzymywanie się na wietrze samolotu. Uparcie twierdzili, że ci półnadzy harcerze są chyba opętani przez diabła. Bywało, że co pobożniejsze i bojaźliwsze kobiety z daleka omijały „diabelską” górę Chełm, kreśląc nad nią znak krzyża. Miał on odwrócić kary boskie na niewinnych mieszkańców za łamanie niedzielnego nabożeństwa przez latających chłopców. Młodsi gospodarze nie poddawali się jednak groźnym przepowiedniom zacofanych kobiet, a jak tylko sprzyjała im wolna chwila od zajęć gospodarskich – chyłkiem pomykali na start, przyjrzeć się z bliska szybowcom i posłuchać ciekawych przeżyć pilotów.
(Maria Wardasówna, „Maryśka ze Śląska”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1984, s. 147)

Ośrodek Harcerski 1937

Ośrodek Harcerski w Górkach Wielkich, 1937. Pocztówka ze zbiorów Anny Fenby Taylor.

4. Kiedy harcerze zaczęli budować szkołę, gmach Instruktorskiej Szkoły Harcerskiej, męskiej w Górkach, już poniżej Bucza, to jednym z pierwszych wymogów, jakie architekt uważał, że jest rzeczą zasadniczą, znając doświadczenia harcerek, to to, że musi być ten ośrodek zbudowany w miejscu, gdzie jest dostateczna ilość wody, tak żeby nie było problemu z wodą źródlaną. Specjalnie, żeby wybrać odpowiednie miejsce, sprowadzono różdżkarza, który miał określić, gdzie są miejsca najbardziej nadające się na studnie. To, co bardzo nas wszystkich ciekawiło to oczywiście to, w jaki sposób będzie on szukał tych źródeł. Pamiętam, że ten różdżkarz chodził po polu z taką właśnie różdżką i w kilku miejscach oznaczał punkty, gdzie uważał, że będą bardzo silne źródła. Harcerze mieli w planie, żeby te budynki wybudować tuż pod Buczem i tam właśnie ten różdżkarz stwierdził, że są tak silne źródła wody, że raczej on nie radzi, żeby tam można było coś budować, dlatego że mogą być problemy z nadmiarem wody, ale doświadczenie harcerek było tak przekonywujące, że harcerze uznali, że nie może być nadmiaru wody i definitywnie wybrali miejsce, gdzie różdżkarz uznał, że są bardzo potężne źródła. (…) Okazało się bardzo szybko, że to nie był dobry krok dlatego, że ilość wody, jaka wychodziła z tych źródeł, była tak potężna, że od razu piwnice w nowo wybudowanych blokach zostały zalane wodą i trzeba było wykopać rów prowadzący do Brennicy, którym cały czas ta woda odpływała bo inaczej wszystko, co było poniżej powierzchni ziemi przy tych robotach budowlanych, było zalane. Kiedy budynki zaczęto budować, od razu piwnice musiały być wyłożone ołowiem, żeby uszczelnić je przed wodą, której źródło było tak bardzo silne. I zdaje mi się, że do dzisiaj dnia jest odpływ wody. Jest dren, który odprowadza wodę z piwnic tych budynków harcerskich do Brennicy. Za moich czasów to ten odpływ szedł w kierunku tak zwanej „granicy”, pomiędzy to, co wtedy było gminą Górki i gminą Pogórze i później wzdłuż tej „granicy” szedł w kierunku rzeki.
(Witold Szatkowski 1926–2005, nagranie wspomnień, Londyn 2000)